Po co nam zima? I co ma coś wspólnego z kreatywnością, tak niezbędną dla twórczości?

with Brak komentarzy

Jak się macie? Jak rozpoczął się Wasz 2024?

Jak dotąd słyszałam od kliku osób, że czują, że będzie to dobry rok. Mam nadzieję. A może starczy nam w miarę dobry rok? Takie życzenia składała mi nowa wychowawczyni naszego synka i bardzo mi się spodobały. W miarę dobry dzień, rok, życie. Czy wystarczy? A może jest to zbyt śmiała myśl? Każdy z nas ma swoją odpowiedź na to pytanie, warto jej poszukać, a sprzyjać temu może właśnie zima.

Powyższymi słowami rozpoczęłam styczniowy newsletter i na prośbę tych, którzy nie zdążyli się do niego zapisać przed planowaną wysyłką i tym samym go przegapili, powtarzam poniżej zawarte w nim treści (lutowy wyfruwa niebawem- u góry znajdziecie link do zapisu). Chciałam opublikować ten tekst wcześniej, kiedy mróz oszraniał cały Poznań, a nie teraz kiedy w powietrzu czuć już wiosnę, ale zwyczajnie nie zdążyłam.

Dawniej przerażało by mnie takie niedotrzymanie terminu danego samej sobie. Wręcz paraliżowało. Teraz za to, im jestem starsza, co raz bardziej czuję głoszone przez Marshala Rosenberga słowa: wszystko co jest warte zrobienia, jest warte zrobienia niedoskonale.

Uśmiecham się to pisząc. Nie widzę w tym zdaniu tego co widziałam dawniej: czyli nonszalancji, a nawet niechlujstwa. Widzę radość i lekkość tworzenia. Skupienie na drodze, a nie celu. I korzyści, bo nawet redagując dziś ponownie ten tekst, poprawiłam kilka błędów ortograficznych.

A nie zdążyłam, bo styczeń w coachingu to taki grudzień w handlu i pochłania mnie ostatnio prowadzenie sesji coachingowych online, jak i tych twarzą, w twarz w Klinice Rodzina Para Jednostka, dawnej Klinice Uniwersytetu SWPS. Cieszy mnie to, bo towarzyszenie w rozwoju i zmianie zawodowej uważam za zaszczyt. Obecnie w procesie cochingowym mam min: dyrektora kreatywnego, księgową, nauczycielkę, dyrektor wydawniczą, programistkę i prawniczkę. Uwielbiam, ale też pilnuję, żeby mieć czas na dobre przeżycie zimy, o czym poniżej.

Zima w tym roku mnie zmroziła i zatrzymała, zanim się jeszcze na dobre się rozpoczęła. 11 grudnia zmarła nagle i niespodziewanie i to na covid poprzednia wychowawczyni naszego synka. Cudowna kobieta i nauczyciel z prawdziwym powołaniem. Dokładnie w moim wieku. Dowiedziałam się o tym w dniu, kiedy chciałam wybierać dla niej prezent świąteczny. Zamiast tego przyszło mi powiadomić o jej śmierci innych rodziców i zamawiać wieniec pogrzebowy z wypisanymi na szarfie imionami 23 siedmioletnich dzieci.

Śmierć jawi się większości z nas, niezależnie od tego w co wierzymy, ostatecznym zatrzymaniem, przynajmniej naszej ziemskiej egzystencji. Paradoksalnie zimowe wyciszenie, choć potęgujące jej brzmienie swą pustką, może pomóc jej wybrzmieć. Uszanować życie ludzkie. Oddać mu należny hołd. Mi pomaga i to nie tylko w przeżyciu straty, ale w ogóle w życiu i pracy. Cisza, w niej się regeneruję, słyszę siebie i w niej tworzę.

Żyjemy w totalnie przegadanych czasach.

Dlatego dziś nie powiem dużo więcej od siebie.

Kiedy mogę daję sobie luksus ciszy: niemówienia i niesłuchania i nieoglądania.

Niekonsumowania zewnętrznych treści.

Miejmy świadomość, że zarabia się dzisiaj np na tym co czytamy i w co klikamy. Nie chcę tak.

Wybieram zaglądanie do wewnątrz, do siebie. Sprawdzanie jak mi jest z tym co się dzieje. Jestem cicho, aż do chwili, gdy znowu mam ochotę posłuchać muzyki.

Zachęcam Was do tego samego, poniższymi cytatami, z moich około świątecznych lektur. Wierzę, że pomogą Wam odpowiedzieć sobie na tytułowe pytanie o to po co nam zima i co ma wspólnego z kreatywnością, tak niezbędną dla twórczości.

Zaczniemy fragmentem pochodzącym z wydanej w oryginale 2018 roku książki Emmy Loewe i Lindsay Kellner „Moc rytuałów. Przewodnik po świecie self- care.”

„Zimie często przypisuje się negatywne cechy. To kojarzona z mrokiem pora roku, której nadejście zwiastuje konieczność narzucenia na siebie cieplejszych ubrań, grzania się przy ogniu i sączenia gorętszej kawy. Żywe barwy jesieni zastępuje surowym, ponurym pejzażem. Chłoszcze rześkie powietrze nagimi gałęziami, smaga skórę zimnymi wichrami, a kłębiące się nad naszymi głowami szare chmury są niczym odarta z wszelkich barw wizualizacja naszej zbiorowej energii. Jednak pod tym pozorami monotonii nabiera sił nowe życie, przygotowując się do wydostania się na powierzchnię. Natura organizuje pod ziemią ciche przyjęcie- w którym zaszczytu udziału dostąpimy dopiero za jakiś czas. To gwałtowny rozkwit wiosennych kwiatów pozwoli nam uzmysłowić sobie prawdziwą naturę zimy: ukryty wzrost. (…)

Współczesne postanowienia (noworoczne) są stanowczo zbyt często narzucane przez komercję i oderwane od pradawnego zaproszenia, aby zimą zwrócić wzrok do wnętrza.

Jeśli nie korzystamy z ciszy zimy, aby zastanowić się, wyciszyć dla stymulacji wzrostu, planować i zadawać pytania, wyrządzimy krzywdę samym sobie.

To czas na znajdywanie inspiracji. Przenikliwa rześkość powietrza ożywia i rozjaśnia umysł – i to dosłownie. Odczuwanie fizycznego zimna uczy nas radzenia sobie z dyskomfortem, szukania spokoju i rozgrzewania się od wewnątrz. Nawet tradycyjne sporty zimowe, takie jak jazda na łyżwach czy nartach, mają szczególny charakter, są niczym medytacja w ruchu, pozwalająca znaleźć w sobie wewnętrzny rytm.”

 

Dalej fragment pochodzący z wydanej w oryginale w 1996 roku książki Frances Mayes „Pod słońcem Toskanii, u siebie we Włoszech.” Ta książka dosłownie ratuje mi życie, po raz kolejny. Realnie pokrzepia. Na Netflix znajdziecie film nakręcony na jej podstawie, ale choć sam uroczy w swojej formie, jest też bardzo daleki od książkowego pierwowzoru, napisanego przez jakby nie było poetkę i profesor literatury. Zmysłowe pieszczoty słowne na każdej stronie gwarantowane. Można jeść ją łyżeczkami. Przynajmniej ja mogę.

„Ed woła z dołu:

– Wyjrzyj przez okno! – Śnieg padał w nocy, akurat tyle śniegu, że liście palm są ośnieżone i terasy połyskują bielą.

– Pięknie! Włącz ogrzewanie! – Bose stopy mam lodowate. Wkładam sweter, jeansy i pantoe, i zbiegam na dół. Drzwi frontowe są szeroko otwarte. Ed zgarnia śnieg ze stołu w ogrodzie, lepi kulę. Uskakuję, śnieżka rozlatuje się w hallu. Nasze śpiące królewięta jeszcze się nie obudziły. We dwoje idziemy z kawą, strzepujemy śnieg z muru i siadamy. Poniżej mgła faluje jak opalizujący ocean. Śnieg w Boże Narodzenie!

Czy dozwolone jest takie szczęście? – zdaję sobie w duchu pytanie. Czy bogowie nie zstąpią, nie skonfiskują zdrowia, tej hojnej porcji radości, tych promiennych nadziei? Zabolała dawna blizna, już mnie ćmi brak czegoś i lęk. Mój ojciec umarł w wigilię Bożego Narodzenia, kiedy miałam czternaście lat. Dzień pogrzebu był deszczowy, tak deszczowy, że trumna pływała przez chwilę,

zanim osiadła w ziemi. Moja różowa tiulowa sukienka do tańca wisiała po wewnętrznej stronie drzwi szafy. Czy może ten niepokój teraz jest przymusowym uczestnictwem w ogromnej zbiorowej melancholii, na którą co rok o tej porze nastrajają się wszystkie gazety? Miałam w życiu wiele Gwiazdek znakomitych, zwłaszcza kiedy moja córka była dzieckiem. Kilka Gwiazdek miałam samotnych, jedną bardzo niepewną. W niedobrych czasach czy w dobrych ta świąteczna pora radości wywołuje jakiś pierwotny impuls, do głębi poruszający psychikę. (…)

Passegiata dzisiaj znaczy przechadzanie się od kościoła do kościoła i oglądanie w kościołach żłobków. Przypomnienie o Narodzinach widać wszędzie, na tym ogniskuje się tutaj to święto. Chyba jestem poganką, ale olśniewa mnie wspaniałe metaphor narodzin w końcu roku! Jeden krzyk Dzieciątka na wilgotnej słomie zaprzecza śmierci. Dzieciątko w każdym żłobku ma nad głową nimb, słońce przesuwa się za niebiański równik, żeby przywrócić dni, które kocham. Jeden krok i huśtawka czasu wzniesie nas ku światłu. Niespokojne tęsknoty w okresie Bożego Narodzenia może są pragnieniem odnalezienia swojego własnego światła. Czytałam, że ciało zawiera minerały w takich samych proporcjach, w jakich zawiera je ziemia, tyle samo procent cynku i potasu jest w ziemi, ile mamy ich w naszych ciałach. Czy ciało może organicznie naśladować parcie ziemi do odrodzenia?”

Zimowy krajobraz

Zima: wycofanie się do wewnątrz, spauzowanie, zażywanie odpoczynku, oszczędzanie energii. Kontury ulegają zatarciu. Śnieg i lód jako najtwardsze stany skupienia ciekłej wody. Zimno. Czas przejrzystości, puszczenia przeszłości, życia tu i teraz. (…) Warto pamiętać, jaka pora roku odpowiada nerce i pęcherzowi: jest to zima. (…)

Zima nie tylko pochłania wszelkie barwy, przekształcając je w ciemność i światło, czerń i biel, ale też zaciera kontury śniegiem i lodem, zmieniając kształty, do jakich przywykliśmy. Natura odpoczywa i nic się nie porusza w świecie zewnętrznym, jest też więc niezwykle spokojnie, kiedy śnieg okrywa ziemię. Zima to w przyrodzie czas snu, a wiele zwierząt naprawdę hibernuje.

Zima to najlepsza pora rok, aby przyjrzeć się z satysfakcją własnym uczynkom z ostatnich lat, wyrazić wdzięczność za nowe doświadczenia i z optymizmem spojrzeć w przyszłość. Zapewnia to stabilność (nerki) i pewność siebie w życiu, przywołując uśmiech na twarzy.

Jeśli zachowaliśmy zdrowe wyczucie rytmu pór roku, zauważamy wtedy, że nasza aktywność spowalnia. Więcej czasu spędzamy w domu, szukając przytulnej atmosfery przy świecach. Gdy wyciszymy się psychicznie, nasze wewnętrzne uszy otwierają się i ogarnia nas uczucie radosnego zadowolenia.”

Na koniec powiem od siebie, że zima to dobry czas na coaching i zapraszając do pracy indywidualnej, życzę nam wszystkim zdrowia i wystarczająco dobrego roku. Żyjmy.

Ps

Zdjęcia zimowego krajobrazu zrobiłam prawie dwa lata temu we wsi Pustelnik, na południu Polski w okolicy Kamiennej Góry. Uśmiecham się to pisząc, nie ma przypadków.